Dekorowanie cmentarza. Dlaczego przedsiębiorcy poprawiają grafiki, kiedy ich firma się rozpada

Są takie momenty w biznesie, o których bardzo rzadko mówi się publicznie. Nie dlatego, że są rzadkie. Wręcz przeciwnie. Są bardzo częste. Problem polega na tym, że są zbyt bolesne, żeby pokazywać je na Instagramie.

To jest ten moment, kiedy przedsiębiorca otwiera konto firmowe i widzi liczby, które zaczynają budzić realny lęk. Nie metaforyczny. Nie „rozwojowy”. Prawdziwy.

Na koncie jest za mało pieniędzy. Zbliżają się podatki. Wynagrodzenia. Leasingi. Faktury. ZUS. Kolejne zobowiązania. Firma teoretycznie jeszcze działa, ale właściciel coraz częściej ma wrażenie, że wszystko zaczyna się rozpadać od środka.

I właśnie wtedy dzieje się coś bardzo charakterystycznego.

Zamiast usiąść do realnego planu naprawczego, przedsiębiorca otwiera Canvę.

Zaczyna poprawiać kolory na stronie internetowej. Projektuje nowe grafiki. Zmienia zdjęcia w social mediach. Pisze kolejne posty. Nagrywa rolki. Tworzy nową identyfikację wizualną. Wymyśla nową nazwę programu. Poprawia bio na Instagramie. Analizuje zasięgi. Kupuje kolejny kurs o budowaniu marki osobistej.

I mówię to dzisiaj z ogromną odpowiedzialnością, bo znam ten mechanizm nie tylko z obserwacji innych firm. Znam go również z własnego życia.

Przez ponad 20 lat pracy widziałam wiele przedsiębiorstw od środka. Jako biegła sądowa widziałam firmy w momencie upadku. Jako doradca widziałam ludzi, którzy tracili dorobek życia. Jako właścicielka firmy sama wielokrotnie doświadczyłam momentów, w których biznes przestawał być „projektem”, a zaczynał być źródłem ogromnego napięcia i strachu.

I właśnie dlatego wiem jedno.

Bardzo wielu przedsiębiorców nie buduje wtedy strategii ratunkowej. Oni zaczynają dekorować cmentarz.

To mocne określenie, ale niestety niezwykle trafne.

Bo dekorowanie cmentarza polega dokładnie na tym, że człowiek wykonuje mnóstwo działań, które z zewnątrz wyglądają jak rozwój firmy, ale w rzeczywistości nie rozwiązują żadnego fundamentalnego problemu.

Nowa sesja zdjęciowa nie naprawi źle skonstruowanego modelu biznesowego. Lepsze grafiki nie uratują firmy, która od miesięcy nie generuje realnej marży. Większe zasięgi nie pomogą, jeżeli oferta jest źle wyceniona, źle komunikowana albo trafia do ludzi, którzy nigdy nie będą klientami premium.

To jest bardzo trudne do zaakceptowania, ponieważ działania marketingowe dają natychmiastową ulgę psychiczną. Człowiek ma poczucie, że „coś robi”. Że walczy. Że się nie poddaje.

Problem polega na tym, że aktywność i ratowanie firmy to nie jest to samo.

Przedsiębiorcy bardzo często mylą ruch z postępem.

Można pracować po 14 godzin dziennie i jednocześnie nie robić ani jednej rzeczy, która realnie poprawia sytuację finansową firmy. Można codziennie publikować treści, poprawiać stronę internetową i budować markę osobistą, a jednocześnie kompletnie ignorować fakt, że biznes od dawna wymaga głębokiej restrukturyzacji.

Prawdziwy plan naprawczy wygląda zupełnie inaczej niż większości ludzi się wydaje.

On zwykle nie jest atrakcyjny wizualnie. Nie daje dopaminy. Nie wygląda dobrze w social mediach.

Bardzo często oznacza brutalne spotkanie z rzeczywistością.

Oznacza policzenie wszystkich zobowiązań bez oszukiwania siebie. Oznacza przeanalizowanie, które usługi naprawdę zarabiają, a które tylko zabierają czas i energię. Oznacza spojrzenie na klientów, którzy generują największy chaos, a najmniej pieniędzy. Oznacza decyzje, których człowiek odwlekał miesiącami albo latami.

Czasami oznacza podniesienie cen. Czasami zamknięcie części działalności. Czasami redukcję kosztów. Czasami przyznanie przed sobą, że firma została zbudowana na modelu, który nigdy nie miał prawa być stabilny.

I właśnie dlatego tak wielu ludzi od tego ucieka.

Bo dużo łatwiej jest powiedzieć sobie:
„Potrzebuję lepszego contentu.”
„Muszę bardziej zadbać o wizerunek.”
„Potrzebuję nowej strony.”
„Muszę poprawić branding.”

To są bardzo często eleganckie formy unikania prawdy.

A prawda zwykle jest dużo mniej estetyczna.

Prawda wygląda czasem tak, że firma nie ma problemu z marketingiem. Firma ma problem z tym, że właściciel od lat sprzedaje za tanio. Albo pracuje z klientami, których powinien był zakończyć trzy lata wcześniej. Albo stworzył biznes, który daje obrót, ale nie daje życia. Albo uzależnił firmę od jednego klienta. Albo tak długo działał w trybie przetrwania, że przestał podejmować strategiczne decyzje, a zaczął jedynie gasić pożary.

Najtrudniejsze jest jednak coś innego.

Najtrudniejsze jest to, że przedsiębiorca często doskonale wie, co powinien zrobić. Naprawdę. Problemem nie zawsze jest brak wiedzy.

Problemem jest lęk przed konfrontacją.

Bo kiedy człowiek zaczyna naprawdę ratować firmę, musi przestać żyć iluzją, że „jeszcze chwila i wszystko samo się odbije”. Musi spojrzeć na liczby bez emocjonalnego znieczulenia. Musi zobaczyć skalę problemu. Musi podjąć decyzje, które bywają bolesne dla ego, dla ambicji i dla poczucia bezpieczeństwa.

Canva tego nie wymaga.

Projektowanie kolejnych grafik nie wymaga zmierzenia się z faktem, że firma być może od dawna potrzebuje nie nowego logo, ale nowego modelu działania.

I chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie: nie piszę tego z pozycji osoby, która wszystko zrobiła idealnie.

Wręcz przeciwnie.

Piszę to również z pozycji kobiety, która zna ten moment, kiedy zamiast usiąść do prawdziwego planu naprawczego, wchodzi w kolejne działania „okołobiznesowe”, bo są psychicznie łatwiejsze do uniesienia niż realna konfrontacja z sytuacją firmy.

To jest mechanizm, który daje chwilowe poczucie kontroli. Problem polega na tym, że bardzo często jest to kontrola iluzoryczna.

I właśnie dlatego ten tekst nie jest tak naprawdę o stronie internetowej.

Strona internetowa jest tylko symbolem.

Symbolem wszystkich działań, które mają sprawić, że przedsiębiorca przez chwilę poczuje, że jeszcze panuje nad sytuacją, mimo że firma coraz bardziej wymyka mu się z rąk.

Prawdziwe ratowanie biznesu zaczyna się dopiero wtedy, kiedy człowiek przestaje skupiać się na tym, jak firma wygląda z zewnątrz, a zaczyna brutalnie uczciwie patrzeć na to, jak wygląda od środka.

I bardzo często to właśnie ten moment decyduje o tym, czy firma jeszcze wróci do życia… czy pozostanie już tylko dobrze udekorowanym cmentarzem.

Jeżeli ten tekst Cię zabolał to znaczy, że masz w ręku pędzel. Odłóż go! Natychmiast. Twoje zadanie na dziś nie jest kreatywne. jest operacyjne. Wejdź na swoje konto w banku i znajdź jedną pozycję z ostatnich 30 dni, która była tylko znieczuleniem. Kurs o rozwoju marki osobistej, subskrypcja, program graficzny? Cokolwiek co nie rozwiązuje żadnego problemu, ale pudruje Twój wizerunek. Wydatek, który niczego nie naprawia, ale daje Ci poczucie działania i rozwoju. Znajdź to alibi i nazwij je po imieniu. A potem napisz do mnie wiadomość „odłożyłam pędzel”. Tylko tyle. Bez tłumaczenia się.